Kulisy obozu ;)

Trochę prawdy zza kulis…
Przejdźmy do rzeczy. Wbrew pozorom i całej historii naszego obozu, nie wszystko szło tak gładko. Przytoczmy przykład pewnego czwartkowego popołudnia. Był to sielankowy czas Walentynek, i po obiedzie, kiedy przyszła chwila wolnego, pani organizator po całym dniu wchodząc do pokoju zamknęła drzwi i ogłosiła, że przez dziesięć minut jej nie ma. Kiedy zaledwie zdołała rzucić się na łóżko rozległo się pukanie jedno za drugim, wchodzenie i ciągłe pytania “pani Beatko, pani Beatko, pani Beatko…..”, i tak o to, po wspólnej naradzie kadry, została wywieszona karteczka z napisem „Urlop dla poratowania zdrowia do odwołania”. To też podziało tylko powierzchownie. Nastał co prawda spokój, ale karteczki walentynkowe od dzieci zaczęły zalewać pokój przez szparę pod drzwiami 🙂

Najwyższy czas też wyjaśnić co działo się, gdy magiczny kosz z napisem „Telefony” został zapełniony. Otóż, gdy udało się na początku z trudem zebrać wszystkie egzemplarze, dzieci nie wiedziały co z sobą począć. Jednak nie trwało to zbyt długo, bo już na drugi dzień łączyły się w grupy i dosłownie zamieniały się w wulkany energii. Mieliśmy wrażenie, jakby cały budynek się trząsł, tak samo jak podczas trzęsienia ziemi. Rozlegały się piski, rozmowy i krzyki. Trwało to wszystko do momentu kiedy był czas na telefon do rodziców, wtedy zawsze panowała anielska cisza. Pod koniec obozu, wbrew wszystkiemu, dzieci były wdzięczne za zbiórkę telefonów, ponieważ nawiązały lepszy kontakt z rówieśnikami i miały więcej czasu na zabawę :).

Na koniec dodam, że to był obóz sportowy. Zero sielanki. Wszędzie wszystko załatwialiśmy idąc na piechotę. Jak widać na załączonych zdjęciach, były momenty, kiedy dzieci padały ze zmęczenia nie zważając na miejsce, czas i okoliczności.

Ps: Spokojnie dzieciom wystarczyło 5 minut drzemki, aby znów tryskać energią.

J.D.

Opublikowany Obóz narciarski - Bieszczady 2019.

Dodaj komentarz